Spotkanie autorskie z Barbarą Janczurą i Sybirakami

 

 Wieczorem 11 października 2019 roku w wypożyczalni książek dla dorosłych Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Władysława Broniewskiego w Lubaczowie odbyło się spotkanie autorskie  z Barbarą Janczurą, autorką książki  „Ponury cień Sybiru – wspomnienia z zesłania” oraz tomiku wierszy pt. „Zobowiązanie”. W spotkaniu wzięli udział Sybiracy i ich rodziny.

Lubaczowianka Barbara Janczura jest emerytowaną nauczycielką Zespołu Szkół im. gen. Józefa Kustronia w Lubaczowie. Jako bibliotekarka  upowszechniała czytelnictwo książek wśród uczącej się młodzieży. Wreszcie sama, jako córka i wnuczka Sybiraków, napisała książkę o najbliższej rodzinie, która zesłana była na nieludzką ziemię. O jej dziadkach – Annie i Wojciechu Mielnik, mamusi  -Annie (Nusi), wujkach – Tadeuszu i Edmundzie (Mundku), ciociach – Stefanii (Funi) i Teresie (Titce).  – Nie jestem ani poetką ani pisarką..

   W „Słowie wstępu” napisała: „Cena mojej książki to suma największych wzruszeń z wyprawy w głąb sybirackich serc, o trudnej podróży w przeszłość po rozległych bliznach zadanych w tamtych już odległych  latach.  Osobista  opowieść o sieroctwie – historia dzieci, które po zsyłce natomiast musiały stać się dorosłe, którym matkę i ojca zastąpiła niespełna szesnastoletnia siostra”. Po zaprezentowaniu życiorysów bliskich Autorka ukazuje, jak wyglądało ich zabranie z domu w nocy z 12 na 13 kwietnia 1940 r. na zsyłkę i  ich drogę w nieznane. Podróż trwającą prawie miesiąc w bydlęcych wagonach z stacji kolejowej w Lubaczowie przez  Rawę Ruską, Lwów, Kijów, Kursk Woroniec, by po przekroczeniu rzeki Ural dotrzeć do Ałgi w Kazachstanie.  W tej podróży w wagonach brakowało powietrza, ludzie mdleli, słabsi umierali.  Żywi siedzieli obok umierających, słychać było jęki konających. Każdy postój pociągu zaczynał się od wyrzucana zmarłych z wagonów na pobocza torów. Z Ałgi rozwożono rodziny do różnych kołchozów. Rodzina Mielników  przewieziono do Akjubińska, a następnie do kołchozu „Krasnyj Kołos” wieś Czernowodsk. Autorka książki  opisuje życie w kołchozie, zamieszkanie w lepiankach, ciężką pracę,  nie tylko starszych, ale i dzieci. Głód, nędza, wszy, brak witamin, wyczerpująca siły praca oraz surowy klimat sprawiał, że zaczęli członkowie rodzin zesłańców, w tym i  Mielników, zapadać na choroby, które zbierały śmiertelne żniwo. Jak wspomina ciocia Barbary Janczury –Teresa Mielnik:  „Poza Mundkiem wszyscy chorowaliśmy na malarię. 21 listopada 1942 r.  zmarł brat Tadeusz.  W styczniu 1943 r. chorą mamę  zabrano do prowizorycznego szpitala w szkole w Bogusławce. Tam zaraziła się szkorbutem. Chorą i ledwo żyłą odesłano z powrotem do kołchozu. Na naszych oczach gniła żywcem, od twarzy odpadało ciało. Zmarła 13 marca.  Pozostaliśmy osierocone dzieci w bezdusznym obcym kraju, same, bez opieki, wśród nieżyczliwych ludzi. Najstarsza niespełna 16-letnia siostra Nusia zastąpiła nam rodziców.  Nie była w stanie nas wyżywić, dlatego  oddała mnie i Mundka do sierocińca w Aktjubińsku”. O życiu w sierocińcu i jego opuszczeniu, połączeniu się znów razem  pisze Autorka książki w jednym z rozdziałów.

   Przyszedł rok 1944. Oczekiwana chwila wolności.  W sierpniu 1944 r. znów w bydlęcych wagonach,  w ciasnocie, głodni i wyczerpani, ale szczęśliwi i wolni, wracali do wyśnionej Ojczyzny. Przedostatnim etapem tułaczki była Ukraina. W książce znajdujemy opis zamieszkania rodziny Mielników u Rosjanki Kati, zatrzymanie się na kilka dni na plebani parafii św. Marii Magdaleny we Lwowie u ks. Józefa Kłosa, później na plebani w Gródku Jagiellońskim, by rankiem 31 sierpnia 1945 r. przekroczyć granicę polską, dotrzeć do stacji Munina, a potem do Lubaczowa. „ Ludzie klękali całując ziemię,  wypatrywali bliskich, rzucali się sobie w ramiona. Nikt się po nas nie zgłosił. Szczęśliwi odchodzili z rodzinami. Na peronie zostaliśmy my – czwórka brudnych, zawszonych, zmęczonych i bardzo głodnych dzieci” – tak  opisany został w książce ten powrót w rodzinne strony. Kto ich nakarmił,  przygarnął, jak się tułali te bezdomne sieroty i jak ich potraktowała władza ludową znajdziemy w kolejnych rozdziałach książki Barbara Janczura  na spotkaniu w bibliotece  opowiadała o swojej podróży  w 1982 roku wraz z ciocią Teresą i Stefanią do Kazachstanu, by odnaleźć groby  najbliższych. Grobów nie odnalazły, ale poznały życie obecnie tam mieszkających ludzi. Relację z tej podróży znajdziemy też i w książce..

Adam Łazar

 

 

                             

    

Całość w najnowszym numerze Kresaowiaka