Nikczemność    – Lidia Świder 

 


.

                                                                                                                        Los jest największym szydercą. Jest bezwzględny i mściwy. Przewrotny w budzeniu nadziei. Wybiera tych, którzy są na jego podobieństwo. Pyszni, żądający, nie proszący, oni to stają się jego faworytami. Cisi, ubodzy, zostają naznaczeni, przez pokorę swoją i uczynki, na które nie zważa. Wciąż ich doświadcza. Rozpościera swój świat na kształt szachownicy, eliminuje najsłabszych. Pionek w grze najmniej się liczy. Potrafi jednak zadrwić, okryć hańbą i porzucić ostatecznie, pozostawiając w pogardzie, kiedy podłość i chciwość zawładną do reszty człowiekiem.

 Cierpienie wyrządzone komuś powraca zawsze do tego, który je uczynił. Prawo to jest bezwzględne, surowe, nie przypominające ziemskiego. Ten, który waży się dotknąć rzeczy cudzej staje się nikczemnym, pozostanie nim do końca dni swoich. W małości swojej nie spostrzeże rzeczy wielkich, małym jest i takim zostanie. Pazerność jest bezwzględna, na swój kształt, na podobieństwo swoje zostawi go gdzieś daleko, gdzie jest, na poboczu dalekiej drogi, wśród jemu podobnym, którzy przyklaskiwali. On zabrał komuś już raz, odważył się po raz drugi. Niecne zamiary i czyny przypomniane mu będą, tylko wtedy będzie już sam. Nie wie jeszcze, w przesycie swoim, czym jest utrata, milczenie rodziny, niepewność miejsca. Dowie się jednak, może już wkrótce los zadrwi. Tak jak i on, i jemu podobni, którzy osiągają cel, nie dzięki staraniom swoim, nie dzięki wysiłkowi i poświęceniu, lecz przywłaszczeniu w imię litery prawa. Niepomni innych.

 On ma plany dalekosiężne. Spokój niczym niezakłócony. Siedzi udając, że myśli, w rzeczywistości jak zawsze kalkuluje. Przyjacielem mu egoizm, druhem wiernym chciwość. Obrazy, które teraz rysuje przed nim wyobraźnia stają mu się coraz bliższe, dłoń już wyciąga by je dotknąć, są tak rzeczywiste. Łyk wody zimnej. Samozadowolenie i pewność podszeptywać zaczęły mu słowa, tak drogie i wytęsknione, chwaląc ugłaskiwały. Oddech głęboki, szyderczy uśmiech. Życie, spełnienie jego przed nim. Wkrótce nadejdzie czas, tak długo wyczekiwany, bezcenny, tylko dla niego. Inni go nie interesują. Ogarniające szczęście, życie bez trosk, tuż, tuż…

  Nagle usłyszał dźwięki, znane mu, gdzieś w oddali. Zamilkły. Obejrzał się niepewnie. Cisza. Ulga. Po chwili jednak, wróciły. Rozpoznał motyw w czterech nutach zawarty, przeklęty. Ten, który rozpoczyna V Symfonię Beethovena, przewija się, powraca. To los stukający do drzwi, zaklęty w muzyce.                                             

                                                                        ***

 Adam i Ewa. Wszystko było im dane, lecz zbyt mało, mało. Pokusa ich skłoniła do zerwania owocu z drzewa poznania dobra i zła, zakazanego, jedynego. Wyobrażenie jabłka ludzkość zawdzięcza św. Hieronimowi i malarstwu. Pismo na jego temat milczy. Coś, co oczywistym się wydaje, nie jest nim zawsze. A wąż? Ktoś bardzo bliski, w swym majestacie niemo przyzwala, nie ukazuje się, czekając w chytrości swojej. Raj utracony, na zawsze… Oni są wśród nas. Imiona nawet niezmienne, tylko wąż nie zdradzi swego. W chwili decydującej zastąpi pionka Królową, wtedy rządzić będzie. Tak myśli.                                        

                                           

                                                                  *** 

 Człowiek bywa fascynujący, nieodgadniony, ale tylko wtedy, kiedy przebędzie długą drogę, będąc samym ze sobą, z dala od innych. Wolny od ocen, krytyki, powinności narzuconych. Czas to darowany, czas myśli, najcenniejszy. Niewielu jednak dany, nie tylko przez swoje wymagania, ale nade wszystko przez pytania, które padają z jego upływem. One to kształtują charakter ludzki, niekiedy bywają odwieczne, dotykają natury szlachetne, które miejsca w życiu nie mogą odnaleźć. Los bywa dla nich okrutny często, lecz nie szydzi, nie odbiera wszystkiego, tego co w człowieku najcenniejsze zniszczyć nie sposób, nawet on nie jest w mocy. Ktoś uczciwy zawsze się podniesie. Gad nigdy! Pozostanie nim po wsze czasy.

 On obdarzony jest charakterem wrednym, na początku najtrudniejszym do rozpoznania. Zawsze zasłaniał będzie się cnotami. Zachowanie jego nie razi, współgra z otoczeniem, przez przebiegłość swoją i dla niepoznaki. Przeciwstawi się tylko komuś, kto obraża moralność, przyjętą obyczajowość lub powie coś zgoła innego, co wykracza poza światopogląd ogółu. Zachowania odbiegające od jego będzie piętnował z lubością, w upadku czyimś odnajdywać będzie winę, w rozmowie z innym nazwie to nieszczęściem zawinionym. Krytyka kogoś staje się obsesją. Kiedy jest już przesycony świadczeniem fałszywego świadectwa na temat nieszczęśnika, oddala się, porzucając. Nie uwzględni tego w rachunku sumienia. Na niedzielnej Mszy Świętej będzie obecny, jak zawsze. Do Komunii św. nie przystąpi, nie przez nieprawość swą, tylko przez małe codzienne przewinienia, które zwie grzechem. To jego fałszywe wyobrażenie nazywa sumieniem. Teraz jeszcze nie wie, czym jest. Odezwie się, tego może być pewien. Kłamstwa jego na początku są stonowane, wtedy jeszcze, kiedy udaje współczucie, z czasem nabierają cech mściwych. Za nieudane życie swoje zawsze trzeba obarczyć innych. Nie tych, co są najbliżej, ci z łatwością bronić się mogą. Chytrość sępów polega na wypatrywaniu ofiary z oddali, konającej lub martwej, zawsze bezbronnej.

 Ludzie mali, nikczemni, przez to i niedocenieni, choć raz w życiu chcą poczuć się ważni. Zasiedzeni w ubóstwie intelektualnym i etycznym mają świadomość, że niczego już nie osiągną. Potrafią jedynie zniszczyć to, co ktoś stworzył, a wraz ze swym bezeceństwem drugiego człowieka. Wiedzą ponoć wszystko, nie znając prawdy, gotowi przysiąc panikują. Jeżeli dają cokolwiek, to z wielkim namysłem, czynią to tak rzadko, że pamiętają każdy dar. Na początku nie wypominają, tylko przypominają, podkreślając jego wagę. Pamięć zadziwiająca, potrafią określić miejsce i czas, kiedy okazali swą dobroduszność. Zawsze opowiadają innym o swej rzekomej szlachetności, dzięki której nabywają prawo dozgonnej wdzięczności. Potrafią wykorzystywać je latami, zapominając jak wiele obdarowany uczynił wcześniej dla nich. O tym milczą przed światem, niekiedy przed samym sobą. Opowiadanie wszem i wobec, o swojej dobroci, budzi nieufność. Misjonarz, który opuszcza kraj, udając się w najodleglejsze miejsca na świecie, nie mówi o swoim poświęceniu. Porzuca wygodę, wszelkie dobra doczesne, wszystko, co dla niego cenne, na rzecz ludzi obcych. Nigdy nie będzie oczekiwał wdzięczności. Czynienie dobra jest mu nagrodą. Czym jest w takim razie rzucanie ochłapów ze stołu pańskiego, który zostaje suto zastawiony?                     

                                                                   ***

 Gry pozorów, obłuda, zaprzaństwo, chciwość, zazdrość, a wszystko to podczas narad rodzinnych, często po powrocie z sumy. Odświętnie ubrane, bezrefleksyjne kreatury usiądą przy stole, przy którym będą się ważyć losy drugiego człowieka. Mrużyć będą chciwe oczy w nadziei szybkiego łupu. Tłuste łapska zagarną nie tylko to, co leży przed nimi, sięgną dalej. Zabrawszy wszystko zostawią bliskiego na pastwę losu, starszych wywiozą do przechowalni na czas nieokreślony, zwanej Domem Spokojnej Starości. Poprawę bytu usprawiedliwią zaradnością. Każdy oprawca może się nią poszczycić…

                                                                       ***

 W kaplicy Brancaccich, we Florencji znajduje się piętnastowieczny fresk: ” Wygnanie z raju”, dzieło Masaccia. Jedna z najbardziej przejmujących scen upadku człowieka w dziejach malarstwa, pełna cierpienia i beznadziei. Rozpacz wypisana na twarzy Ewy budzi litość. Chwila, w której grzeszni uzmysłowili sobie, czym jest utrata i samotność.

                                                                                                                       Lidia Świder