Wyznanie winy

   Zimny, ciemny kościół, cisza w nim panująca, przenikliwa, dwa konfesjonały stojące na straży naszych myśli i poczynań, klęczniki przy nich wytarte do surowego drewna, krata, która tworzy granicę cielesną jedynie, pomiędzy tym, który prosi, klęcząc, o darowanie swych grzechów, a tym, który rozgrzesza w imię Pana, siedząc i decydując o ludzkich losach, osądzając decyzje powzięte przez człowieka w chwilach bezsilności, kiedy to nie jest w stanie rozeznać zła od dobra, którego często nie doznał, osądzając jego moralność, intymność, dotykając myśli, ukrytych, z którymi nie sposób się dzielić, do których wstępu nikt prawa nie ma. I o tym odpuszczeniu decyduje drugi człowiek, bliski, a jednak daleki, mający moc rozgrzeszenia, władzę niemalże nad sumieniem naszym.   

      Ludzie stojący przy ścianie, nad nimi piąta stacja drogi krzyżowej, niepewni, trwożni, przepełnieni lękiem i wstydem. Czekają.

      Trwają w swym przekonaniu, że oto za chwilę, usłyszą słowo: odpuszczone. Życie ich, nie zmieni się. Uczynki, myśli, charakter pozostaną te same, z tą tylko różnicą, że poczują się w pewien sposób wolni, wolni od grzechu, na tę chwilę. Uklękną. Według własnego sumienia, duszę swą otworzą   przed kimś obcym, nieznanym, ale wyświęconym, przez kogoś, kto i został wyświęcony… na koniec pocałują stułę. Wszystko to przed oczyma innych, przed ludźmi nieznanymi, którzy spoglądają, obserwują, czasu nie mierzą, chwila wymazania grzechów trwa krótko, zbyt krótko. Słowa, zdania, padają w rytmie, przygotowane wcześniej, ustalone z samym sobą. Spowiedź przypomina bijący zegar, każda wybita godzina dotyka grzechu, odmierza go w pamięci, kolejnym uderzeniem, na tyle głośnym, by nie zapomnieć. Tylko, dlaczego przy swej wierze, której się tak trzymają i która to sens ich życiu nadaje, szukają pośrednika? W nim, nie we własnym sumieniu, które jest najsurowszym sędzią, bezlitosnym i karzącym… nie sposób siebie samego oszukać. Pokuta nałożona, tak łatwa do spełnienia, usprawiedliwia, nie będąc ciężarem, zmówiona litania staje się wtedy symbolem. Czy nigdy myśli takich nie dotknęli? 

                                                                               Lidia Świder

Całość w najnowszym numerze Kresowiaka