Witamy!

Kresowiak Galicyjski jest ukazującym się już od ponad 27 lat  miesięcznikiem publicystyczno – informacyjnym . Pismo tkwi w tyglu ludzkich spraw i jest przewodnikiem po zawiłych ścieżkach miejsko – gminnej i powiatowej rzeczywistości. Na jego łamach prezentowana jest tematyka społeczna, kulturalna, historyczna wyznaczana granicami powiatu. „Kresowiak Galicyjski” jest lustrem na gościńcu, tragarzem faktów obiektywnych, rzetelnie sprawdzonych i opisanych. Piszemy o  osiągnięciach, ale i odsłaniamy przywary. Będąc pismem niezależnym, nie ma dla nas tematów tabu. Przed nikim nie padamy na kolana i pełnimy funkcje kontrolne wobec władz.                                              

 

Kronika Policyjna

15  lutego

W walentynkowy wieczór, przed godz. 19, policjanci na trasie Uszkowce-Zabiała, zatrzymali do kontroli drogowej samochód marki BMW.  Monika S. mieszkanka gminy Oleszyce, była kompletnie pijana. Policyjny alkomat wskazał ponad 2,9 promila alkoholu w jej organizmie.

    Na trasie Narol- Lubaczów Przemysław K., znieważył funkcjonariuszy policji.

16 lutego 

   W sobotę , policjanci na jednej z ulic Narola, zatrzymali do kontroli kierowcę volkswagena. Ponieważ wyczuli od mężczyzny woń alkoholu, sprawdzić stan jego trzeźwości. Po przeprowadzonym badaniu okazało się, że Grzegorz H. mieszkaniec gminy Lubaczów ma prawie 2 promile alkoholu w organizmie. Funkcjonariusze zatrzymali mężczyźnie prawo jazdy.

.                                            Całość w najnowszym numerze Kresowiaka

                                             

  Listy                                                                                                          

  Wszyscy, cała trójka rodzeństwa wyfrunęliśmy z rodzinnego domu w Lubaczowie. I wszyscy nieźle urządziliśmy  się w życiu. Rodzinny dom po śmierci rodziców opustoszał.. Dotknięty patyną czasu podupadał. Związany  sentymentalnie z nim, apelowałem do siostry i braci o wspólne  ratowanie domu. Nikt z nich nie był tym w najmniejszym stopniu zainteresowany. Argumentowali, że to rudera i nie ma sensu go remontować. – A jak chcesz to sobie go bierz i  remontuj. Będzie twój i nie będziemy rościć do niego żadnych pretensji – usłyszałem.. Zawierzyłem ich zapewnieniom i wkładając sporo pieniędzy zarobionych za granicą dom wyremontowałem.  Zmienione zostały okna, drzwi, podłogi, zbudowana została łazienka i częściowo zmieniono konstrukcje dachową. Po remoncie dom był nie do poznania.

  I tu przeżyłem horror. Raptem  bracia i siostra   oświadczyli, że dom jest wspólny, rodzinny,  że powinniśmy  go sprzedać i pieniędzmi się podzielić Twardo  powiedziałem, że nie po to  dom remontowałem  aby teraz  go się pozbyć. Jednego dnia przyjeżdżając  w osłupieniu  zobaczyłem  że w jednym pokoju naszego domu  są lokatorzy – młode małżeństwo z dwójką dzieci. W pierwszym odruchu  myślałem że sprowadzili się  na dziko. Ale oni ze spokojem wyjaśnili mi, że zawarli stosowną umowę z moim bratem. Wściekły zadzwoniłem do brata. Brat ze spokojem wyjaśniał, że przecież cały dom nie jest mi  potrzebny, i  że  zajmuję w nim   jeden pokój!  Dodał,  że nawet lepiej gdy  ktoś w nim stale mieszka,  bo wówczas nie niszczeje. Zadzwoniłem do drugie brata i  siostry w nadziei, że znajdę u nich wsparcie. Nic podobnego. Okazało się, że o wszystkim wiedzieli. No cóż z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu.                         Roman L.  Lubaczów